Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Październik 2010

Zabiłabym górala :-/.
Zebrało mi się na spacer po obiedzie, który zwaliłby z nóg konia, gdyby konie jadały zupę jarzynową, kotlet z kurzego cycka, smażone pyry i buraczki z ćwikłą i goździkami, a na deser porcję panacotty. Powędrowałam dróżką pod górę za pensjonatem „Litworówka”, w którym stacjonujemy, i cykając od czasu do czasu zdjęcia usłyszałam nagle pytanie zadane z charakterystyczną dla tego regionu manierą:
– A gdzie to pani tak samiuśko idzie? – na dachu budowanego właśnie kolejnego pensjonatu siedziało dwóch górali, hej!, i robiło młotkami dość spory hałas.
– A tak sobie idę – mówię na to – jak mi się skończy droga, to przestanę…
No i najpierw spadł młotek, a potem PRAWIE góral. Na szczęście „prawie” rzeczywiście robi wielką różnicę i chłopak się nie pomacał z gruntem piętro niżej. A co się obaj uśmiali, to ich.
Co i niżej podpisana też uczyniła, po czym polazła na łąkę w samą porę, by po ciemaku wleźć w owcze bobki.

Góry moje, góry…. HEJ!!

Read Full Post »

spotkanie z Nieobecnym

Zakopane. Pocukrzone śniegiem, pogłaskane słońcem. Pierwsza moja wizyta tutaj sprawiła, że poczułam się, jakbym jechała na spotkanie z Tatą..

To było przez długi czas „Jego” miejsce – mój Tato był przewodnikiem górskim, działaczem PTTK, zapalonym taternikiem.
Nigdy nie pojechałam z Nim w góry – nie zdążył mi ich pokazać. Umarł 21 lat temu i jeśli w tej chwili patrzy gdzieś z góry z aprobatą na swoją córkę, która właśnie zaczyna wędrówkę po Jego śladach, to nie już porozmawiam z Nim o tym…
Nie opowiem Mu, jak potężne wrażenie wywarły na mnie Tatry. Nie powiem Mu, że  tutaj, jak nigdzie indziej, miałam wrażenie, że jest bardzo blisko mnie. Nie powiem Mu „Tato, ale widok, popatrz..”

Nie patrzę na te góry Jego oczami, ale On w pewnym sensie patrzy na nie przeze mnie. To trochę tak, jakbym po latach odzyskała Go na chwilkę, na odległość nieco bliższą niż zasłona Cieni.

Jednak w tej słonecznej, gorzkawej radości czai się smutek głębszy niż doliny pod szczytami. Nie zadzwonię do Mamy, żeby Jej opowiedzieć, jak piękne wydały mi się góry, po których wędrował mój Tato. W rzeczywistości, nie ma w tej chwili nikogo, z kim mogłabym porozmawiać o Ojcu, o bólu, jaki wciąż czuję po śmierci Mamy – paradoxalnie jedyną osobą, z którą naprawdę chciałabym porozmawiać o tym bólu, jest moja Mama właśnie. To Ona była świadkiem i współtowarzyszką naszego życia z Tatą i nawet moim Najbliższym, z którymi dziś usiłowałam porozmawiać, nie jestem w stanie mówić o swoich odczuciach, z lęku, że jest to dla nich kolejna skarga z mojej strony, a przecież życie toczy się dalej.. Jest to krzywdzące dla Nich – wiem o tym.

Ale poza moimi Rodzicami nie ma już wokół mnie nikogo, z kim mogłabym się porozumieć poprzez więzy głębsze niż cokolwiek – poprzez linie krwi.. Poprzez krew i kość, z której powstałam.

 

 

Read Full Post »

oszukać Przeznaczenie

Od ponad tygodnia bujam się po Polsce naszej pięknej (podlewanej dziś mocno deszczem, a obecnie posypanej śniegiem: pozdrowienia z Poronina) z piątką Pakistańczyków w ramach wycieczki krajoznawczej. Nauczona doświadczeniem z poprzedniego tygodnia (Kotlina Kłodzka, przeuroczy hotel Granada w Łężycach, masakrycznie cienkie i dźwiękonośne ściany) – przy rozkwaterowaniu ekipy w tym tygodniu (pensjonat Litworówka, panie w kuchni podając obiad zamykały ze strachu oczy) sprytnie zajęłam dla siebie pokój na pierwszym piętrze, lokując Pakistanich i kierowcę na drugim. Niech tam sobie chrapią na zdrowie, cieszyłam się układając ciuchy w szafie.
Pocieszyłam się tak około 40 minut, po których dwaj Pakistani przywędrowali z reklamacją, że ich pokój jest ankomfortabl, bo tam takie dziwne wielkie łóżko pod oknem i w dodatku za niskie (oprócz normalnego pojedynczego wyra jest fajne małżeńskie łoże w ściennym wykuszu) i oni chcą inny pokój.
Dostali go.
Naprzeciwko mojego.
Chrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr, ZBRĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄĄ!!!!………

Read Full Post »

jeszcze przejdziemy przez góry, przez szczyty
i poprzez ciemność wejdziemy w brzask
w niedoli jarzmie rodzi się pewność
że już nadciąga odmienny wiatr
jeszcze przejdziemy przez pnie zwalone
przez pierwszym śniegiem dławiony las
jeszcze spojrzymy z góry na przeszłość
na zwijający się w pętlę czas
jeszcze przejdziemy ponad przepaścią
po moście z kruczych utkanym piór
jeszcze znajdziemy odłamki świtu
w zimnych strumieniach u źródeł gór
po strunach liści polecą dźwięki
słodsze niż przedsmak spienionej krwi
jeszcze nas zerwie ten strach przed ostrzem
którego zimny dotyk się śni
jeszcze zbudzimy się pośród cieni
na rzęsach gwiazdy niosąc jak pieśń
która spływając bezgłośnie z tchnieniem
spowija serce jak chłodny tren.
Jeszcze przejdziemy koroną lasu
jak szept śmiejący się pośród liści
lecz kiedy zgaśnie za nami słońce
jakaż to pieśń nam się zdoła przyśnić?…..

***************************************************************

http://enyula.wrzuta.pl/film/8vjaNV22oyY/enya-may_it_be

Read Full Post »

Czuję się, jakbym miała w domu FACETA.

Nocek leży w moim łóżku i CHRAPIE.

o-O.


Read Full Post »


Złota polska Jesień jeszcze dopieszcza ciepłem Słońca – jeszcze go nie skąpi tym, którzy nie mają szczęścia mieszkać w zawsze ciepłych domach, sypiać na wygodnych posłaniach, jeść świeże i dobre rzeczy z czystych miseczek… Bezdomnym i dzikożyjącym Kotom coraz zimniejsze noce przypominają ponurą prawdę: za chwilę zapadnie coraz szybsza noc Zimy, dzień stanie się krótki i mroźny, litościwie wystawiane jedzenie i picie zamarznie, pod zmęczonymi łapkami pojawi się śnieg, lód, skostniała ziemia…

4 dzień października to Międzynarodowy Dzień Zwierząt – wszystkich. Dzień ich patrona, Franciszka z Asyżu.

Tego, co to wedle wielu kościelnych władców był „wiecie… trochę nie tego z głową”. Tego, któremu bratem i siostrą były wszystkie stworzenia małe i duże. I niezależnie od istnienia takiego człowieka, jak Franciszek od Zwierząt, święta księga chrześcijan nakazuje im brać we władanie wszelkie życie na Ziemi, jako coś, co ma podlegać ludzkiej władzy.

I dlatego właśnie – bo MOŻNA – ludzie spełniają się w najkoszmarniejszych, najbardziej krwawych i okrutnych czynach popełnianych wobec Zwierząt.

Mogłabym tutaj przytoczyć dziesiątki, setki potwornych historii Kotów, historii pełnych bólu i męczarni, jakie codziennie niemal – niestety – pojawiają się na forum http://www.miau.pl – ale nie zrobię tego: samo czytanie tych potworności jest udręką, a jeszcze je kolportować, powielać… nie umiem. Piszę: Kocich cierpień, bo to właśnie Koty są mi najbliższe, ale przecież straszny los gotują ludzie nie tylko Kotom – nie ma chyba na Ziemi gatunku istot wolnych od szkodliwej działalności człowieka.

Nie umiem tego zrozumieć i nawet nie zamierzam.


Pierwsza niedziela października to także Zwierzakowe Zaduszki. Kościół katolicki odebrał Zwierzętom prawo do posiadania duszy – prawem kaduka, bo jakże Istoty, które powstały z tego samego Tchnienia, co ludzie, nie miałby mieć Duszy??.. Jak Istota, która kochała nas przez wiele lat, która czekała naszych powrotów z nadzieją i radością, której było obojętne, czyśmy ładni, brzydcy, bogaci czy biedni;   która umierała z oczyma wpatrzonymi w nasze oczy – miałaby być – czym: bezdusznym biologicznym mechanizmem, jak chciał Kartezjusz?…

Doprawdy, tylko małe, ciasne, podłe umysły są w stanie tak poniżyć Życie, które tak samo jak ludzie kocha, cierpi, tęskni, ma nadzieję; które potrafi przebyć tysiące kilometrów, by odnaleźć zagubionego opiekuna – lub umrzeć na jego grobie.

Dla mnie ta pierwsza niedziela października 2010 była pierwszymi Zwierzęcymi Zaduszkami, które poświęcam pamięci mojego najukochańszego,  nieżyjącego już niestety Mamonia. Kota, który tak zżył się ze mną, z moją Mamą, z naszym Domem, że bez Niego – mimo 3 Kotów żyjących obok mnie – stale czuję ogromną i bolesną pustkę.
Mamonek odszedł za moją Mamą, którą bardzo kochał – tej jesieni po raz pierwszy zatem obchodzę tę tak podwójnie smutną okoliczność.

Ze  środka zdjęcia, które towarzyszy temu wpisowi,  patrzą na mnie oczy mojego Ulubieńca, który na Tamtą Stronę postanowił odejść w marcu tego roku, niemal równo dwa miesiące po śmierci Mamy. Nie było mnie przy Nim, gdy umierał, i bardzo długo stanowiło to dodatkowy cierń w tym bólu – aż do pewnej Nocy i pewnego snu. W tym śnie widziałam mojego Buraska – leżał na stole, żywy, ale osypany ziemią, jakby Go ktoś wyjął z grobu.. Przytulał się do mnie, a ja Go głaskałam i płakałam, że nie było mnie przy Nim, gdy umierał – i poczułam w tym śnie, że On mi mówi, że nie chciał, bym widziała Jego śmierć – że Jego życzeniem było, bym zapamiętała Go żywym, takim jak wtedy, gdy widzieliśmy się ostatni raz – mruczącym, wymachującym zadartym dziarsko ogonem, z tym bezmiarem uczucia i zaufania w wielkich zielonych oczach.
Najpiękniejszych Kocich oczach, jakie w życiu widziałam.

I takim Go pamiętam, wedle Jego życzenia.

I żaden inny Kot, nawet najmądrzejszy, najmilszy, najwspanialszy – nie zastąpi tego mojego Przyjaciela w Pasiastym Futerku.


Tam, gdzie można pomóc – zróbcie to. W schroniskach mieszkają tysiące Istot spragnionych miłości, a przecież opieka i bezpieczeństwo w zwierzęcych bidulach jest tylko namiastką prawdziwego Domu, czasem nawet nie drobnym jego procentem.

One czekają…

http://www.youtube.com/watch?v=qlZMjBX18Xc&feature=related

A my możemy to oczekiwanie skrócić. Zamienić smutek w oczach w figlarne iskierki. Poczuć mruczenie i ciepło serca, które będzie biło z nami, dla nas – do końca wyznaczonego nam czasu.

Czy nie szkoda każdej sekundy bez Kota?….

Read Full Post »