Feeds:
Posty
Komentarze

Archive for Styczeń 2011

..a do odpowiedzi przyjdzie…


Wywołano mnie do tablicy!..
A już myślałam, że te straszne czasy, kiedy stałam pod ciemnozieloną ścianą i z mdlącym uczuciem w ściśniętym żołądku patrzyłam na pismo klino… to jest, zadanie z matematyki – minęły..
Ot, siurpryza.
Wywołała Zajebiaszczykiewiczówna – czyli Jedna Fajna Babeczka, która niestety właśnie zlikwidowała swój blog (a szkoda…) – rzecz miała się następująco: jedna z jej koleżanek „po blogu” dokonała samorozbiórki ; ) na swojej stronie i jako następną do odpowiedzi wezwała m.in. Bezdomną. A ona z kolei wyznaczyła do tej misji mnie.  No.. skoro ktoś pakuje palec między drzwi… to otwórzmy je jak najszerzej! ;  )
Poniżej – „oczko” rzeczy, których mogliście o mnie nie wiedzieć.
Rzeczy, których być może wolelibyście NIGDY nie wiedzieć...
Rzeczy, które nie wyglądają jak rzeczy, ale są bardziej rzeczami niż rzeczy, które nimi nie są.
Czy jakoś tak.

1. Pierwsze ścisłe pokrewieństwo z Zajebiaszczykiewiczówną (poza tym faktem, żeśmy obie baby są ; )) – to Woda.
Uwielbiam pływać, na żaglach także, zimą – woda w stanie stałym, a co! – jeździć na łyżwach; takoż lubię wędkowanie – przy czym milej jest patrzeć, jak ryba PRAWIE bierze, niż jednak złapać ; )
Wstydliwy sekret: po wypiciu wody – gazowanej, niegazowanej, przegotwanej, surowej, whatever – zbiera mi się na żydanie. Ups. Oczywiście miałam na myśl wymiocik…

2.Ponad siedzenie w głośnych, zadymionych klubach i knajpach przedkładam szwendanie się po lesie, najchętniej nad wodą (patrz punkt pierwszy). Chętnie z aparatem foto, koszem na grzyby, obowiązkowo ze scyzorykiem i jakąś torbą w zanadrzu, bo nigdy nie wiadomo, co można znaleźć.
Na przykład truchło dzika. Do torby nie weszło…
wstydliwy sekret: UWIELBIAM łazić po lesie nago.

3. Kompletnie nie umiem szyć, dziergać, haftować, wyszywać, na drutach czynić takoż nie potrafię. Mój szczyt zdolności to przyszycie guzika, względnie naszywki z logo Samael na skórzaną kurtkę, ewentualnie jeszcze zszycie rozdarcia, a i to w sposób, który przypomina efekt pląsawicy i tańca św.Wita zamotany na dziurze.
Wstydliwy sekret: większość naszywek na papę (skórzana kurtka, ramoneska) przyklejałam na super glue.
4. U mężczyzn najwścieklej kręci mnie inteligencja i poczucie humoru, a słabość wizualną mam do wysokich, barczystych, długowłosych i jasnookich.
Wstydliwy sekret: jako dziecię lat sześć i okolice kochałam się w Klossie i w panu Wołodyjowskim.
5. Pardon, jeśli komuś wejdę na stópkę, ale panowie poniżej 30 lat to dla mnie młodzież dziecięca, a ja nie mam zupełnie skłonności do niedojrzałych winogron. Skronie posrebrzone, a w sercu szaleństwo – that’s the sugar…
Wstydliwy sekret: zaistniał epizod – dość niewinny zresztą – z osobnikiem młodszym ode mnie o 8 lat.

6. W całkowitym przeciwieństwie do Zajebiaszczykiewiczówny, jestem wiecznym zmarzlakiem – nieustannie marzną mi stopy i dłonie, nawet przy 22 stopniach na plusie w połowie lata.
Wstydliwy sekret: jeśli w rajstopach poleci oczko, i tak nadają się jeszcze na 2 razy pod spodnie.

7.Narkolepsja to to może jeszcze nie jest, ale mam podobnie jak Koty – śpi się, kiedy można, a wstaje, gdy budzą i to też nie bez ważkiego powodu. Mogłabym spać 12 godzin i jeszcze w ciągu dnia urwać sobie pół godzinki na małą drzemkę…
Wstydliwy sekret: kiedy zasypiam w trakcie przejazdu autokarem z wycieczką – dla jakiejś przedziwnej przyczyny śni mi się na ogół, że coś jem. Soczystego arbuza, płat pieczonej karkówki, coś w tym stylu. W efekcie budzi mnie.. moje mlaśnięcie, lub co gorsza – kłapnięcie własnych osobistych zębów zaciskających się na nieistniejącym pokarmie. Jest mi wówczas co najmniej tak samo głupio, jak Kotu podglądanemu w kuwecie.
8. NIENAWIDZĘ trzepania dywanów i mycia framug/drzwi – to jedyne czynności z zajęć domowych, które z dziką rozkoszą sprzedałabym komuś innemu.
Wstydliwy sekret: będąc muodą gówniarką, postanowiłam uczynić porządek w biurku i.. wszystkie zbędności tudzież śmieci wyciepałam za okno. Ulica Jezuicka w Bydgoszczy zyskała na kolorze (dzięki rozdetpanym resztkom kredek), moje półdupki także.Szczególnie na czerwonym.

9. Serdecznie i żywiołowo nie cierpię stylu pin-up, szparagów, kalafiorów i szpinaku.
Sekret wstydliwy, ale dla mojej Mamuni: nakarmiła swoje 4letnie potomstwo zupą-krem ze szparagów. Dziecię haftowało (a jednak umiem!!..) przez 4 dni, a piątego zzieleniało i dostało biegunki. To chyba tłumaczy nienawiść do szparagów?.. Przecież one mnie chciały ZABIĆ!!..

10. We wszelkich filmach czy książkach zawsze głęboko i żywiołowo współczułam wszelkim ściganym potworom, bestiom, wampirom, bezdomnym wilkołakom itp odmieńcom. All of the freaks are here, jak śpiewał Fish. Jak można nie pokochać np takiego hrabiego Draculi z adaptacji F.F.Coppoli??..
wstydliwy sekret: podniecają mnie mężczyźni z widoczną na twarzy blizną. Powiedzmy, że niekoniecznie model „Freddy Kruger”, ale interesująca szrama wskroś policzka – mrrr…

11. Byłam kiedyś chodzącą cholerą, wcieloną złośliwością i miłośniczką zemsty smakowanej na zimno, a także natychmiastowego walenia na odlew, jeśli ktoś mi wlazł na odcisk. Obecnie złagodniałam ];->
Wstydliwy sekret: wojując swego czasu z redaktorem jednej z muzycznych gazet – napisałam miażdżącą krytykę textu pewnego gryzipiórka z tegoż pisma, podpisałam się „Gabriela Sokolik” i posłałam do gazety. Wydrukowali i nadęli się jeszcze bardziej.

12. W upojnym wieku lat 16stu zafascynowałam się ciężko satanizmem, ze względu na okrutny i nieszczęśliwy los Lucyfera (patrz punkt 10). Efektem tej fascynacji były wiersze. Dużo wierszy. Przykładowy tytuł „Per amoris ad Lucyfer”. O matko i córko….
Wstydliwy sekret: comiesięczne – o każdej pełni Księżyca – nocne wyprawy wraz z dwójką kumpli i flaszką hiszpańskiego wina na… plac zabaw w podbydgoskim Myślęcinku, następnie uroczyste spijanie trunku i zarzynanie repertuaru Ryczących Dwudziestek na dwa nietrzeźwe głosy (trzeci tylko słuchał).

13. Śpiewam wyłącznie szanty i wyłącznie szant w moim wykonaniu da się słuchać bez natychmiastowego uszkodzenia narządu słuchu.
Wstydliwy sekret: żeglarska biba na żubrówkę i za-mało-soku-jabłkowego z efektem w postaci obejścia wokół obozu młodocianych harcerzy-żeglarzy z pieśnią na ustach tyleż gromką, co nierówną. O 4 nad ranem.

14. Nie umiem tańczyć. Bo to, że czasem się skuszę na potupanie do rytmu, nie świadczy o takowej umiejętności. Natomiast w odosobnieniu – czyt. co najmniej 2 km od najbliższego widza – praktykuję wiedźmie potupajki przy ognisku.
Wstydliwy sekret: taniec z dawnym znajomym w rytm „Engel” Rammsteina w Hard Rock Cafe. Barman wlazł na krzesło i klaskał.

15. Mam kilka minirytuałów-ćwierć obsesyjek, jak Miauczyński w „Dniu Świra”. Np krem lub podkład na facjatę nakładam zawsze zaczynając od prawego policzka. Herbatę zalewam zawsze do pełna i marudzę, że jak dolewam syropu cytrynowego, to mi się przelewa. Wszelkie kosmetyki tudzież detergenty w mojej łazience MUSZĄ stać etykietkami do widza, ustawienie buteleczki tyłem to gwałt na moim specyficznym poczuciu estetyki. I takie tam.
Wstydliwy sekret: nie ma mowy.

16. O właśnie, herbata. Nie cierpię kawy, niemal nigdy jej nie pijam. Herbata to początek dnia, jego środek i koniec. Także przerywnik. Koniecznie mocna, dobrej jakości i w akompaniamencie łyżeczki syropu cytrynowego. Mniam…
Wstydliwy sekret: Koci. Pola została przyłapana na wyjadaniu ze śmieci… torebek po herbacie rumiankowej..

17. Jako szczylek – o taki, 3-4 letni – miałam przeokrutną fobię: obtykałam maniakalnie kocami, poduszkami i maskotkami wszystkie szpary wokół łóżka – czyli np. przestrzeń między ścianą a tapczanem – żeby mi…. szara kura nie weszła. Albo Gogok. Nie pytajcie, co to Gogok, bo poza tym, że z grubsza rzecz ujmując, szkielet, więcej grzechów nie pamiętam. A szara kura, to była, no cóż… szara kura..
Wstydliwy sekret: kiedyś na wakacjach nazbierałam do słoika mnóstwo ślimaków – takich małych, w  pasiastych skorupkach – i postawiłam w pokoju na oknie. W nocy mięczaki myk, myk, myk – i uciekły. Obudziła mnie wściekła Mama, nakazując pozbierać hodowlę z powrotem – bałam się ich tak, że wlazłam na krzesło, rycząc jak zarzynana. Uciekinierów nie odnaleziono…

18. Jeśli chodzi o dietę, to preferuję schabowo-bigosową.
Sekret, z którego jestem dumna: porcja golonki z zasmażaną kapustą pożarta o 2 w nocy.

19. Najlepiej gotuje mi się w nocy. Także wówczas najlepiej się sprząta, robi kompozycje florystyczne, pisze, czyta i ogólnie zajmuje domem.
Wstydliwy sekret: brak.

20. Na maturze z historii, patrząc z uśmiechem w oczy równie uśmiechniętego historyka, ściągałam z walkmana zadekowanego w kieszeni, słuchawki mając przeciągnięte przez rękaw marynarki i ukryte pod włosami.
Wstydliwy sekret: tydzień przed maturą przyznawaliśmy się w przyjaznej pogawędce z tymże historykiem do swoich licealnych „grzeszków” – opowiedziałam mu wówczas dokładnie o mojej metodzie ściągania. Memoria fragilis est…

21. i zamykam stawkę – lubię smak krwi. Nie tylko własnej..

W celu nabycia wiedzy o innych mrocznych stronach mojej osoby, należy mnie:

a) upić tęgo i podpuścić do opowiadania, a może nawet demonstracji;

b) zwiać, zanim wytrzeźwieję, i to tak daleko, jak się da, bo znajdę, zabiję, zwiążę i zdefenstruję. Niekoniecznie w tej kolejności.


Read Full Post »

Expect the unexpected

Ręka w górę, kto pamięta Jasia Fasolę galopującego z obłędem w oczach i charakterystycznie wyciągniętymi rękoma przed/po/w trakcie jakiejś kolejnej szaleńczej akcji?..
Pamiętamy?
No to ja tak właśnie w tym momencie wyglądam.
Może z tą różnicą, że nie mam misia z główką na bok ; ).
Wczoraj znienacka (z Nienackiego?..) dostałam w czółko wieścią. „Pakuj się, jutro jedziemy do Moeny”
Aktualnie więc jednocześnie: rozbieram choinkę, farbuję włosy, opróżniam lodówkę, szukam spodni narciarskich, usiłuję nie zapomnieć, gdzie wetknęłam legitymację pilota, dosuszam pranie.
Aha, i miziam Koty. Na zapas.
Bo jak pomyślę, jak one będą tęskniły.. i że od jutra przez tydzień nie będzie Nocka rozkładającego się na klawiaturze laptopa, nie będzie Polindy na oparciu fotela za moimi plecami i Piksuni siedzącej z noskiem pod moim łokciem… to robi mi się łyso wręcz przeokrutnie.
W Moenie, owszem, będzie przefajny hotel, wspaniałe żarcie, ośnieżone stoki i narty – nie, żebym była jakąś wielką fanką narciarstwa, ale spodobało mi się raczkowanie na zboczach gór ; ) – a także wspaniałe pejzaże i.. dobre towarzystwo. I kolejne doświadczenia związane z pracą.
Ale bez Kotów?..
Jak bez ręki. Albo ogona ; )
Tak czy siusiak, po niemal roku ruszam ponownie do Włoch. Czy więcej wiem w tej chwili o pracy pilota wycieczek, czy mam większą wprawę?
nie mnie to oceniać. Jestem może spokojniejsza niż rok temu, ale nauka w tym przypadku, jak i w wielu innych, trwa nieustannie.
Co swoją szosą zwiększa atrakcyjność tej pracy : )
A rivederci  : )

Read Full Post »

Jak to być może, że jeszcze nie było NIC o Morzu..?
Niech zatem będzie.
Na raz:

Popłynęłabym za tobą
tam gdzie promień biegnie w mrok
odetchnęła morską wodą
w dłonie fal spuściła wzrok
Popłynęłabym za tobą
porzucając stały ląd
zmyła w soli każdą ranę
każdy grzech i każdy błąd
Popłynęłabym za Tobą
tam gdzie promień biegnie w mrok
poprzez morskiej toni lament
po spoczynek – aż na dno..

na dwa:

Tracę z oczu brzegi,
zatracam kontury;
na skraju pian siwych,
gdzie morze u góry
– zda się niebo w dole,
obrócone kołem.
Szyją w nim ścieg krzyku
z mokrym sztormu czołem
mewy szarodzikie,
od soli błyszczące,
szalone wolnością,
skrzydłami garnące
każdy okruch słońca…
Tracę z oczu brzegi,
wśród muszli rozmywam,
złocistym busztynem
spod stóp w dal odpływam..
Gdzieś w słonej głębinie
zgasną wnet marzenia,
algami porosną
na palcach milczenia..
Odtąd nie wymówię
już słowa w powietrze
– schywtało mnie morze
w wiecznych snów kolebce…

na trzy:

Pod stopami mam ziemię
lecz o falach marzę
o zielonej ich pieśni
wbiegającej na plażę
Ponad głową mam niebo
i stateczne obłoki
ale śnię morski odmęt
po horyzont szeroki
W dłoniach trzymam dziś pióro
ale tęsknię za liną
żeby z sercem na wantach
do wrót Zmroku popłynąć
Tylko w krwi mojej słona
wśród szkarłatu pieśń płynie
tętno Morza, co woła:
kiedyś do mnie dopłyniesz….

Read Full Post »

Failure is not an option

PRIMO VICTORIA
Tym razem tak.
„To wiatr zmian,
czyż nuty nowej nie niesie?
ktoś się zbliża –
czy przyjdzie i co ofiaruje?
Moja wola jest słaba,
a mój duch błądzi w czasie,
lecz o tyle mam siły,
by o wolność wciąż walczyć,
by odrzucać rytuał
i schematy bez znaczeń..
Śmierci swej się nie lękam,
ona idzie koło mnie,
konam już od narodzin,
od pierwszego oddechu:
kiedyś będę popiołem,
JESZCZE DZIŚ JESTEM OGNIEM…”

Let it be.
Dla Was wszystkich i dla mnie.
Blessed be.
)O(

(a propos autora zdjęcia – stare czasy, stary wróg – niegdyś, obecnie cień z przeszłości, bez znaczenia. Od dawnych wrogów jestem nareszcie wolna)

Read Full Post »