Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for Kwiecień 2011

shadows and dust

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Na fotelu z welurowym obiciem leżą dwa zwierzaki – pasiasty, wielki buras i mała, biało-szara Koteczka. Deszcz tętni o blaszane parapety trzech okien – dwa z nich łapią wschód słońca ponad Starym Miastem, trzecie wychodzi na wąski zaułek, prowadzący na Wyspę Młyńską.
Gdzieś z głębi mieszkania słyszę głos Mamy.
Czas dawno miniony, przytulny dom na bydgoskiej Starówce. Duży pokój tonący w roślinach, zza okien włazi do środka pnąca fasola.
Oba znalezione kiedyś dawno temu w lesie Koty mruczą.
Bury, wielki, pasiasty Mamoń i malutka łaciata Koteczka.

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Na tym samym fotelu, lecz w innym pokoju, śpi zwinięty w kulkę wielki bury Kocur. Dwa okna, wychodzące na południowy wschód, oplatają wijące się pędy fasoli, pachną aksamitki, kołysze się lawenda w wiklinowym koszu.
Mała, biało-szara Kotka siedzi na regale, mruży oczy, przysypia. Uszka nie śpią – dwa małe spiczaste radarki drgnieniem reagują na każde skrzypnięcie drewnianej sosnowej podłogi.
Z sąsiedniego pokoju słyszę przytłumiony dźwięk z telewizora. Mama coś ogląda – wiadomości, może panoramę. Czy to wieczór, czy poranek?
Nie pamiętam. Nie ma to znaczenia. Nieważna jest pora doby – jestem w domu.
Szmer wody lejącej się do wysokiego kubka, piśnięcie drzwi w kuchennej szafce.
Mieszkania na Starym Mieście już nie ma – wygnał nas stamtąd hałas imprez, jakimi zaczęła żyć Starówka.
Tutaj za oknami przeciąga się rozłożysty jesion, za najbliższymi blokami majaczy starodrzew nad kanałem Brdy.
Zmieniła się lokalizacja i otoczenie, ale światło lamp ma wciąż ten sam ciepły blask, jakim emanowały w poprzednim mieszkaniu. Herbata i ciasto smakują tak samo. Goście siedzą na tej samej drewnianej ławie w kuchni: nadal trwa wyścig o najlepsze miejsce w kąciku, przy radiomagnetofonie – stacja ustawiona jest stale na rmf classic.
Po drewnianej podłodze, wśród przywiezionych z poprzedniego mieszkania i poprzedniego życia mebli i bibelotów pamiętajcych jeszcze Ojca chodzą dwa znalezione dawno temu w lesie Koty.
Wielki, pasiasty buras i mała, szaro nakrapiana Koteczka.

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Nie ma nic – nie ma pokoju, nie ma drewnianej podłogi i fotela z welurowym obiciem. Z głośników sączy się muzyka klasyczna (jeden z nielicznych utworów Chopina, które lubię), ale okno wychodzi na inne miasto. Za ścianą obcy ludzie. Nie ma wielkiego, burego Kocura. Nie słyszę głosu Mamy. Nie czuję zapachu DOMU – ciepłej mieszanki olejków aromatycznych, pieczonego ciasta i cytryn.
Na polarowej poduszce leży mały, biało-szary Kot, patrzy na mnie pięknymi, zielonymi oczyma. Głaszczę miękkie, puszyste futerko, Koteczka podkłada głowę pod dłoń. Mruczy.
Patrzy mi prosto w oczy i zastanawiam się, czy widzi w nich to, co ja widzę w niej? Ostatnią pozostałość naszego Domu? wspomnienie pasiastego, burego futra Mamonia? drobną, szczupłą dłoń Mamy?
Mały, biało-szary Kot to wszystko, co pozostało mi z mojego Domu. Zaklęte w gładkiej sierści wspomnienia, które opłakuję za każdym razem, gdy głaszczę zwierzątko.
Meble, przedmioty z przeszłości są jak obumarłe cienie, bez odcisku ciał tych, którzy odeszli.
Wspomnienia bolą o tyle mocniej, że są już tylko wspomnieniami.
Zostałyśmy we dwie, same.
Mały, biało-szary Kot i ja.

Read Full Post »