Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘Cats are back in town ;)’ Category

Dobry boże, bądźże w stanie
zbudzić Koty – wszak to ranek!
wszędy cisza oraz senność..
Oczy ciężkie… widzę ciemność!..

Dobry boże, bądźże miły:
spraw, by lenie się zbudziły,
bo co spojrzę na ten pokot –
sennie robi się i błogo..

Dobry boże, zrób coś, proszę,
bo choć się z zamiarem noszę,
by już wstać, by zacząć dzionek – 
idzie nijak, no bo ONE!!..
One ciągle śpią, dziadygi,
żadnej nie chcąc mieć fatygi
poza snuciem się do michy.
Takie z nich leniwe michy!

Dobry boże, no sam popatrz:
czy się można zaktywować
gdy od świtu już codziennie
widać ciągle i niezmiennie
wciąż rozwarte w ziewie paszcze..
potem kotek słodko mlaszcze
i osuwa się znów w kimę.
Co – prześpimy CAŁĄ zimę?!?..

ziew (1)

Read Full Post »

A przynajmniej próbuję.
Dziś straciłam (prawdopodobnie) kolejne cenne minuty na tłumaczeniu Nockowi, że laptop, a zwłaszcza (na parapecie) jego klawiatura, jest miejscem Koto-nieodpornym, a co za tym idzie – Koto-niedostępnym.
Laptop, mówię temu czarnoofutrzonemu stworowi z oczami o kolorze i kształcie agrestu, jest i ma pozostać Koto-niedostępny, niezależnie od tego, jak wysoce przyjemną, ciepłą temperaturę emituje.
Ekran laptopa, pruję się dalej, jako system delikatny, wrażliwy na bodźce zewnętrzne i, uchowaj Panie, jakiekolwiek zarysowania, również Koto-niedostępnym powinien pozostać. Wszelkie pojawiające się na nim, tłumaczę w natchnieniu, poruszające się elementy kuszące, jak na przykład kursor, migające pieprzone reklamy i filmy z Maru, służą do OGLĄDANIA! oglądania bez użycia odnóży, nosa, a JUŻ NA PEWNO BEZ UŻYCIA ZĘBÓW, NA LITOŚĆ PIEKIEŁ!!
Czarne słuchało, słuchało i jeszcze trochę słuchało, ale – jak okazało się za chwilę – słuchało nie słysząc.
Gdy znacząco zawiesiłam głos w oczekiwaniu na jakąś konkretną, świadczącą o zrozumieniu reakcję – Czarne ziewnęło jak szeroko, powiedziało dramatycznie i rozwlekle „e-eeh!..” i – ufnie położyło łapę na klawiszu „enter” plus paru innych, co nie wiadomo czemu skłoniło zakładkę „historia” do wyświetlenia ostatnio zamkniętych 46 kart.
Tym sposobem uciekł mi profil Bardzo Interesującego Mężczyzny, i co gorsza, nie pamiętam, na jakim portalu :-/.

Read Full Post »

Zima rozleniwia.

Następuje powolny, acz stały rozkład tkanek w ciepłych pomieszczeniach.

Miękkość poddupna usypia.

A za oknami ptacy niedwuznacznie dają do zrozumienia, że wiosna, panie sierżancie, całkiem niewykluczona.
Czas zatem na mobilizację. Na dziarskie ćwiczenia.

Co, jak widać, niektórych lekko niepokoi.


Ale bez obaw, nie będziemy się przecież przemęczać.
Na początek polecamy BRZUSZKI.

Read Full Post »

Ano właśnie. Jak? Jak powstrzymać herzklekot, zimne poty i szmery w okolicach splotu słonecznego, gdy podczas mojej trasy z Pakistańczykami dzwoni do mnie  Dobry Człowiek, Który Został Z Moimi Kotami ; ), i BARDZO POWAŻNYM tonem mówi tak:

– Wiesz, zauważyłem dziwną rzecz u Kotów…

Zdrętwiałam natychmiast. Zrobiło mi się słabo, duszno; mróz złapał mnie za serce, dławienie za gardło, oczyma duszy mojej widzę ukochane Futra pokryte TAJEMNICZĄ MAZIĄ Z KOSMOSU (kto oglądał „Blob: Zabójca”, wie, co mam na myśli ;>), powykręcane jakąś tajemniczą francą, w najlepszym razie zainfekowane morderczym grzybem, który np. wylazł z klopa. A Kolega rozkosznie kontynuuje:

– … bo wiesz, one do jednej kuwety robią tylko siku, a do drugiej tylko klocki. Ciekawe, czemu…

Tak mi łomotnął głaz narzutowy z serca, że jeno podłoga jęknęła… Nawet nie miałam siły ni serca, by Kolegę ochrzanić za stresowanie nerwusa ; )

Lecz jest to zdecydowanie przypadłość tych, którzy mają kogoś do kochania i opiekowania się:  tak bardzo chcemy prewencyjnie usunąć wszelkie kłody spod ich nóg, wszelkie potencjalne nieszczęścia, że w wymyślaniu tych zagrożeń wychodzimy daleko przed szereg i wpadamy w bagno czarnowidztwa. Jak wówczas, gdy ktoś mi bliski nie odbiera zbyt długo telefonu bądź nie odpowiada na sms – natychmiast wyobrażam sobie rozmaite wypadki, zamiast spokojnie założyć, że właśnie śpi, zasiada na tronie bądź dłubie w uchu i przegląda gazetkę reklamową, wyłączywszy uprzednio dźwięk w telefonie..
Usilnie próbuję jednak NIE zwariować….

Read Full Post »

Czuję się, jakbym miała w domu FACETA.

Nocek leży w moim łóżku i CHRAPIE.

o-O.


Read Full Post »


Złota polska Jesień jeszcze dopieszcza ciepłem Słońca – jeszcze go nie skąpi tym, którzy nie mają szczęścia mieszkać w zawsze ciepłych domach, sypiać na wygodnych posłaniach, jeść świeże i dobre rzeczy z czystych miseczek… Bezdomnym i dzikożyjącym Kotom coraz zimniejsze noce przypominają ponurą prawdę: za chwilę zapadnie coraz szybsza noc Zimy, dzień stanie się krótki i mroźny, litościwie wystawiane jedzenie i picie zamarznie, pod zmęczonymi łapkami pojawi się śnieg, lód, skostniała ziemia…

4 dzień października to Międzynarodowy Dzień Zwierząt – wszystkich. Dzień ich patrona, Franciszka z Asyżu.

Tego, co to wedle wielu kościelnych władców był „wiecie… trochę nie tego z głową”. Tego, któremu bratem i siostrą były wszystkie stworzenia małe i duże. I niezależnie od istnienia takiego człowieka, jak Franciszek od Zwierząt, święta księga chrześcijan nakazuje im brać we władanie wszelkie życie na Ziemi, jako coś, co ma podlegać ludzkiej władzy.

I dlatego właśnie – bo MOŻNA – ludzie spełniają się w najkoszmarniejszych, najbardziej krwawych i okrutnych czynach popełnianych wobec Zwierząt.

Mogłabym tutaj przytoczyć dziesiątki, setki potwornych historii Kotów, historii pełnych bólu i męczarni, jakie codziennie niemal – niestety – pojawiają się na forum http://www.miau.pl – ale nie zrobię tego: samo czytanie tych potworności jest udręką, a jeszcze je kolportować, powielać… nie umiem. Piszę: Kocich cierpień, bo to właśnie Koty są mi najbliższe, ale przecież straszny los gotują ludzie nie tylko Kotom – nie ma chyba na Ziemi gatunku istot wolnych od szkodliwej działalności człowieka.

Nie umiem tego zrozumieć i nawet nie zamierzam.


Pierwsza niedziela października to także Zwierzakowe Zaduszki. Kościół katolicki odebrał Zwierzętom prawo do posiadania duszy – prawem kaduka, bo jakże Istoty, które powstały z tego samego Tchnienia, co ludzie, nie miałby mieć Duszy??.. Jak Istota, która kochała nas przez wiele lat, która czekała naszych powrotów z nadzieją i radością, której było obojętne, czyśmy ładni, brzydcy, bogaci czy biedni;   która umierała z oczyma wpatrzonymi w nasze oczy – miałaby być – czym: bezdusznym biologicznym mechanizmem, jak chciał Kartezjusz?…

Doprawdy, tylko małe, ciasne, podłe umysły są w stanie tak poniżyć Życie, które tak samo jak ludzie kocha, cierpi, tęskni, ma nadzieję; które potrafi przebyć tysiące kilometrów, by odnaleźć zagubionego opiekuna – lub umrzeć na jego grobie.

Dla mnie ta pierwsza niedziela października 2010 była pierwszymi Zwierzęcymi Zaduszkami, które poświęcam pamięci mojego najukochańszego,  nieżyjącego już niestety Mamonia. Kota, który tak zżył się ze mną, z moją Mamą, z naszym Domem, że bez Niego – mimo 3 Kotów żyjących obok mnie – stale czuję ogromną i bolesną pustkę.
Mamonek odszedł za moją Mamą, którą bardzo kochał – tej jesieni po raz pierwszy zatem obchodzę tę tak podwójnie smutną okoliczność.

Ze  środka zdjęcia, które towarzyszy temu wpisowi,  patrzą na mnie oczy mojego Ulubieńca, który na Tamtą Stronę postanowił odejść w marcu tego roku, niemal równo dwa miesiące po śmierci Mamy. Nie było mnie przy Nim, gdy umierał, i bardzo długo stanowiło to dodatkowy cierń w tym bólu – aż do pewnej Nocy i pewnego snu. W tym śnie widziałam mojego Buraska – leżał na stole, żywy, ale osypany ziemią, jakby Go ktoś wyjął z grobu.. Przytulał się do mnie, a ja Go głaskałam i płakałam, że nie było mnie przy Nim, gdy umierał – i poczułam w tym śnie, że On mi mówi, że nie chciał, bym widziała Jego śmierć – że Jego życzeniem było, bym zapamiętała Go żywym, takim jak wtedy, gdy widzieliśmy się ostatni raz – mruczącym, wymachującym zadartym dziarsko ogonem, z tym bezmiarem uczucia i zaufania w wielkich zielonych oczach.
Najpiękniejszych Kocich oczach, jakie w życiu widziałam.

I takim Go pamiętam, wedle Jego życzenia.

I żaden inny Kot, nawet najmądrzejszy, najmilszy, najwspanialszy – nie zastąpi tego mojego Przyjaciela w Pasiastym Futerku.


Tam, gdzie można pomóc – zróbcie to. W schroniskach mieszkają tysiące Istot spragnionych miłości, a przecież opieka i bezpieczeństwo w zwierzęcych bidulach jest tylko namiastką prawdziwego Domu, czasem nawet nie drobnym jego procentem.

One czekają…

http://www.youtube.com/watch?v=qlZMjBX18Xc&feature=related

A my możemy to oczekiwanie skrócić. Zamienić smutek w oczach w figlarne iskierki. Poczuć mruczenie i ciepło serca, które będzie biło z nami, dla nas – do końca wyznaczonego nam czasu.

Czy nie szkoda każdej sekundy bez Kota?….

Read Full Post »

O drugiej w Nocy zostałam obdarowana przez Ponocka efektem jego intensywnych łowów: czytałam spokojnie i ze smakiem nowo zakupioną książkę Moniki Szwai, gdy nagle moje Czarne Niecięcie wskoczyło mi na tapczan i złożyło na kołdrze, tuż przy moim łokciu… pająka wielkości spodka.

Chwała bogom – pająk był teoretycznie z tych cienkodupnych z długimi chudymi nogami, ale z drugiej strony, zatrważająco blisko mu było już do bardziej masywnych i przerażających krewniaków. Kiedy usiłowałam dyskretnie uwolnić zdobycz Nocusia za łóżko, Kocurek natychmiast wydobył ją stamtąd i ponownie mi dostarczył. Pająk był już całkiem sztywny ze strachu, a szczerze pisząc, i ja byłam niedaleka od tego stanu, zaś Nocek promieniał dumą i samozadowoleniem.. Udało mi się upchnąć nieszczęsną zdobycz za donicę z palmą, a dzielnego łowcę wygłaskałam i nawychwalałam do syta, by nie ranić wrażliwego Kociego serduszka.. z nadzieją, że nie ruszy na dalsze łowy. Tym bardziej, że wcześniej tego samego wieczora Nocny złapał i męczył na podłodze gigantycznego zielonego pasikonia :-/.. Gdyby ta zdobycz wylądowała w moim łóżku – chyba zeszłabym na migotanie przedsionków.. Taki numer już mi przecież swego czasu moje  Zwierzątko zafundowało, chomikując pół (!) zeżartego pasikonia w moim kapciu…

Read Full Post »

Older Posts »