Feeds:
Wpisy
Komentarze

Archive for the ‘sorrow’ Category

beyond reality

No żesz piędrolę w tę i nazad – czytam o kolejnych zmaltretowanych, skatowanych, porzuconych przez ludzkie ścierwa zwierzętach, patrzę na pokrwawione, rozpaczliwie smutne i wystraszone oczy i mordy – i ryczę, oczywiście, no bo jak nie ryczeć? czego trzeba nie mieć w sercu, żeby nie ryczeć… serca właśnie, chyba, tak sądzę.

Czytam o kolejnych uratowanych, wykurowanych, wyhołubionych i wyciągniętych za czubek  ogona spoza Tamtej Strony przez zajebistych Ludzi zwierzakach, patrzę na oczy pełne ciepłego oddania i miłości, i te zwierzęce, i te ludzkie – i ryczę, oczywiście, no bo jak nie ryczeć?.. udało się przekląć klątwę, pogonić Złe, uratować jeszcze jedno kosmate mniej lub bardziej życie.

Czytam, patrzę, słyszę o czułości i opiece, o uczuciu płynącym z dotyku w dotyk, ze spojrzenia bez słów a rozgrzewającego jak ogień w mroźną noc; o jedności bez barier, trosce i wspólnocie bez względu na życiowe sztormy – i ryczę, oczywiście, no bo jak nie ryczeć….

Stoję w cichej, lodowatej ciemności za oknem, dławiąc się łzami. Wewnątrz jest wszystko, za czym tęsknię.

We mnie – tylko lęk.

Czy coś roztrzaskało się we mnie już na tyle nieodwracalnie, że nie odnajdę drogi ku światłu i ciepłu?

Czy strach już tak dalece mnie pochłonął, że nie odnajdzie mnie to wymarzone, wytęsknione światło, ciepło, jedność?….

cathedral

Read Full Post »

pajęcze odcienie
im głębiej się tonie
tym głębiej nas drążą
pajęczych mgieł łzy

im głębiej się dłonie
zagłębia szukając
okruchów otuchy
tym głębiej znajdujesz jej brak

pajęcze odcienie
wygonią blask oczu
zastąpią go cieniem
im głębiej trwa strach

odcienie szarości
na lustrze wspomnieniem
a pod powiekami
kaleczy mnie piach

i staje się szarość.
Prowadzi westchnieniem
w bezdroże bez światła
nadziei tam brak.

https://www.youtube.com/watch?v=KHR30jVgAxo

IMG_1965-2

Read Full Post »

już cztery lata

Może tak jest
że patrzysz z wysoka
na cuda Ziemi, na dach Wszechświata,
może to wszystko w jednej sekundzie
widzisz i czujesz, sobą ogarniasz..

Może tak jest,
że patrzysz na rzeczy,
dla których zmysłów ja jeszcze nie mam,
i może tańczysz w takt rytmu Duszy,
której mi braknie
bardziej niż chleba….

Może tak jest,
że gdzieś stamtąd, z dala
widzisz najcichsze łzy i wspomnienia,
których okruchy cenne jak oddech
w sercu i w myślach chronię i zbieram…

Może tak jest,
że gdzieś koło mnie,
za cienką linią tętniącą życiem
stoisz i patrzysz na to, co robię,
tylko twej dłoni już nie uchwycę…

Może uśmiechasz się widząc rzeczy,
które wciąż z myślą o Tobie tworzę..
Może gdy zasnę naprawdę mocno,
to kiedyś wreszcie przestanie boleć?….

memories of the light2

http://www.youtube.com/watch?v=eJSB6FqUpv8

Read Full Post »

 

W 9 godzin spakowałam całą kawalerkę w wory tudzież kartony.
W niecałe 5 godzin zjechałam z całą kawalerką upchniętą w sprintera do Bydgoszczy.
A teraz infekuję ściany muzyką słuchaną co wieczór w Zielonej Górze i…
tęsknię za tym miastem..
Za widokiem z okna. Za smakiem powietrza. Za uśmiechem przypadkowego przechodnia w drodze na deptak osłonięty żółknącymi lipami..
Drozd Wieczny Tułacz. Telemachu, ty baranie, gdzie twój dom?…

 

 

Read Full Post »

 

nie oswajaj tego
czego nie zachowasz
w ciepłej klatce ramion
i w zaborczych słowach

nie oswajaj Wody
by pozrywać mosty
pozostawić brzegi
by ciszą porosły

nie oswajaj tego
co od niepewności
przejdzie przez nieufność
w przedsionek pewności

nie oswajaj tego
co już zawiedzione
jeśli nie ma w tobie
jak kamień zatonąć

nie oswajaj lęku
przed dotknięciem cienia
jeśli się niepewność
w stałość nie zamienia

nie zatrzymasz w dłoniach
jeśli nie chcesz w duszy:
szarpie deszcz powietrze
z Wodą czas wyruszyć….

 

geboren um zu leben

 

Read Full Post »

shadows and dust

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Na fotelu z welurowym obiciem leżą dwa zwierzaki – pasiasty, wielki buras i mała, biało-szara Koteczka. Deszcz tętni o blaszane parapety trzech okien – dwa z nich łapią wschód słońca ponad Starym Miastem, trzecie wychodzi na wąski zaułek, prowadzący na Wyspę Młyńską.
Gdzieś z głębi mieszkania słyszę głos Mamy.
Czas dawno miniony, przytulny dom na bydgoskiej Starówce. Duży pokój tonący w roślinach, zza okien włazi do środka pnąca fasola.
Oba znalezione kiedyś dawno temu w lesie Koty mruczą.
Bury, wielki, pasiasty Mamoń i malutka łaciata Koteczka.

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Na tym samym fotelu, lecz w innym pokoju, śpi zwinięty w kulkę wielki bury Kocur. Dwa okna, wychodzące na południowy wschód, oplatają wijące się pędy fasoli, pachną aksamitki, kołysze się lawenda w wiklinowym koszu.
Mała, biało-szara Kotka siedzi na regale, mruży oczy, przysypia. Uszka nie śpią – dwa małe spiczaste radarki drgnieniem reagują na każde skrzypnięcie drewnianej sosnowej podłogi.
Z sąsiedniego pokoju słyszę przytłumiony dźwięk z telewizora. Mama coś ogląda – wiadomości, może panoramę. Czy to wieczór, czy poranek?
Nie pamiętam. Nie ma to znaczenia. Nieważna jest pora doby – jestem w domu.
Szmer wody lejącej się do wysokiego kubka, piśnięcie drzwi w kuchennej szafce.
Mieszkania na Starym Mieście już nie ma – wygnał nas stamtąd hałas imprez, jakimi zaczęła żyć Starówka.
Tutaj za oknami przeciąga się rozłożysty jesion, za najbliższymi blokami majaczy starodrzew nad kanałem Brdy.
Zmieniła się lokalizacja i otoczenie, ale światło lamp ma wciąż ten sam ciepły blask, jakim emanowały w poprzednim mieszkaniu. Herbata i ciasto smakują tak samo. Goście siedzą na tej samej drewnianej ławie w kuchni: nadal trwa wyścig o najlepsze miejsce w kąciku, przy radiomagnetofonie – stacja ustawiona jest stale na rmf classic.
Po drewnianej podłodze, wśród przywiezionych z poprzedniego mieszkania i poprzedniego życia mebli i bibelotów pamiętajcych jeszcze Ojca chodzą dwa znalezione dawno temu w lesie Koty.
Wielki, pasiasty buras i mała, szaro nakrapiana Koteczka.

Mały, biało-szary Kot.
Przymykam oczy.
Nie ma nic – nie ma pokoju, nie ma drewnianej podłogi i fotela z welurowym obiciem. Z głośników sączy się muzyka klasyczna (jeden z nielicznych utworów Chopina, które lubię), ale okno wychodzi na inne miasto. Za ścianą obcy ludzie. Nie ma wielkiego, burego Kocura. Nie słyszę głosu Mamy. Nie czuję zapachu DOMU – ciepłej mieszanki olejków aromatycznych, pieczonego ciasta i cytryn.
Na polarowej poduszce leży mały, biało-szary Kot, patrzy na mnie pięknymi, zielonymi oczyma. Głaszczę miękkie, puszyste futerko, Koteczka podkłada głowę pod dłoń. Mruczy.
Patrzy mi prosto w oczy i zastanawiam się, czy widzi w nich to, co ja widzę w niej? Ostatnią pozostałość naszego Domu? wspomnienie pasiastego, burego futra Mamonia? drobną, szczupłą dłoń Mamy?
Mały, biało-szary Kot to wszystko, co pozostało mi z mojego Domu. Zaklęte w gładkiej sierści wspomnienia, które opłakuję za każdym razem, gdy głaszczę zwierzątko.
Meble, przedmioty z przeszłości są jak obumarłe cienie, bez odcisku ciał tych, którzy odeszli.
Wspomnienia bolą o tyle mocniej, że są już tylko wspomnieniami.
Zostałyśmy we dwie, same.
Mały, biało-szary Kot i ja.

Read Full Post »

z jakiejś przyczyny wydawało mi się, że gdy w moim życiu znów coś pierdolnie, to poinformowanie o tym kogoś teoretycznie bliskiego spowoduje coś więcej niż milczenie na łączach. Albo słowa „na pewno wszystko się wyjaśni”.
Nie potrzebuję słów. A milczenie upewnia, że bliskość jest iluzją.

A kolejna katastrofa jest już tylko jak kolejny granat rozpryskowy.  Do wielokrotności wrażeń można się przywyczaić, co nie znaczy, że nie bolą.

Read Full Post »

Older Posts »